Rodzina jako źródło bólu w „Dom dobry”

Plakat film Smarzowskiego Dom dobry. Plakat premiery w kinach 2025r

Nie wiedziałam, że „Dom dobry” Wojciecha Smarzowskiego aż tak mną wstrząśnie. Poszłam do kina bez przygotowania, bez lektury recenzji, bez oczekiwań. A jednak długo po seansie nie potrafiłam zebrać myśli. Ten film nie tylko pokazuje przemoc – on przypomina, jak łatwo rodzą się schematy, które niszczą całe pokolenia.

Rodzina jako pole bólu

Film Smarzowskiego uderza przede wszystkim prawdą. To opowieść o rodzinie, której „dom” z dobrem ma niewiele wspólnego. Zamiast ciepła – chłód. Zamiast bezpieczeństwa – napięcie. Zamiast dialogu – przemoc.

To, co na ekranie wydaje się skrajnością, ma jednak niepokojąco wiele punktów stycznych z rzeczywistością. Wielu widzów może w tych scenach odnaleźć odbicia własnych doświadczeń – może w pomniejszonej skali, może w lekkim przerysowaniu, ale jednak boleśnie znajomych. „Dom dobry” działa jak lustro dla traum i nawyków, które przenoszą się z pokolenia na pokolenie.

Mechanizm powielanych wzorców

Film pokazuje to, czego na co dzień często nie dostrzegamy – jak dzieciństwo odciska się na dorosłym życiu. Jak niezaspokojony głód miłości przeradza się w desperackie poszukiwania czegokolwiek, co przypomina bliskość.

Widoczne jest to nie tylko u głównej bohaterki, ale i u jej siostry. Obie noszą w sobie skutki emocjonalnego spustoszenia. Ich historie ilustrują mechanikę realnych, ludzkich losów.

Postacie, które ranią i cierpią

Matka – początek wszystkiego

W centrum tej opowieści stoi matka – nie jako czarny charakter, lecz jako osoba, która sama nie dostała wsparcia, zrozumienia ani przestrzeni do uzdrowienia własnych ran. Jej brak siły, nieumiejętność przerwania schematów staje się źródłem kolejnych tragedii.

Gdyby mogła otrzymać pomoc w odpowiednim momencie, los jej, córek i kolejnych pokoleń mógłby wyglądać zupełnie inaczej.

Grzesiek – ofiara, kat, człowiek

Jedną z najmocniejszych postaci jest Grzesiek. Prezentowany jako przemocowiec, jest jednocześnie kimś, kto sam nosi w sobie niezagojone rany. Choć jego działania są krzywdzące, film pokazuje, że jest również człowiekiem potrzebującym terapii, wsparcia, interwencji – kimś, kto mógł pójść inną drogą, gdyby wcześniej otrzymał pomoc. „Dom dobry” nie usprawiedliwia, ale pozwala zrozumieć, skąd bierze się przemoc.

Dlaczego „Dom dobry” tak mocno uderza

Wychodząc z kina, miałam wrażenie, że film dopiero się zaczyna – w mojej głowie, w refleksji nad losem tych, którzy dziś żyją w podobnym piekle. I nie jest to piekło fikcyjne. To codzienność wielu rodzin, w Polsce i poza nią.

„Dom dobry” uświadamia brutalnie, jak bardzo wciąż unikamy rozmów o zdrowiu psychicznym, jak bardzo wstyd utrudnia sięganie po pomoc, jak często wciąż powielamy wzorce, które niszczą nas i naszych bliskich.

To film trudny, ale konieczny – jeden z tych, które wyrywają z obojętności.

Nadzieja, która pojawia się na końcu

Mimo ciężaru tego obrazu, znalazłam w nim jeden promień światła: film może działać jak impuls.
Impuls, by odejść od przemocowego partnera.
By przerwać rodzinny schemat.
By pójść na terapię.
By zapukać do drzwi sąsiadki, która może właśnie milcząco cierpi.
By wyciągnąć rękę do kogoś, kto akurat nie ma siły o nią poprosić.

Ta myśl towarzyszyła mi, gdy opuszczałam salę kinową – i była jedyną pozytywną emocją po tak intensywnym doświadczeniu.

Czy „Dom dobry” może stać się filmem, który coś w Tobie poruszy lub zmieni?

Jestem bardzo ciekawa Twojej refleksji po seansie.

Dodaj komentarz